To, czego nikt Ci nie mówi o projektowaniu wnętrz w budżecie.
Jedną z najczęstszych obaw, jakie słyszę jako projektantka wnętrz, jest ta bardzo konkretna:
„Jeśli wezmę projektanta, zaprojektuje coś pięknego… ale kompletnie poza moim budżetem.”
Zaraz za nią pojawia się druga: nie chcę tanio, ale też nie chcę przepłacać. I to są bardzo uczciwe obawy.
Zanim zaczęłam projektować zawodowo, przez lata inwestowałam w mieszkania na wynajem. Tam budżet nie był orientacyjny. Był sztywny. Czasem bezlitosny. Nie było miejsca na przypadek ani projektowanie „pod wyobrażenie”. Były konkretne granice: funkcja, trwałość i koszt.

To właśnie wtedy nauczyłam się, że dobre wnętrze nie powstaje z nadmiaru, ale z kolejności decyzji i świadomych kompromisów. Nawet przy ograniczonym budżecie można stworzyć przestrzeń spójną, estetyczną i wygodną do życia – jeśli wszystko jest dobrze zaplanowane.
Jest też coś, o czym rzadko mówi się wprost: budżet ustala się na początku, a nie na końcu. I tak właśnie pracuję. Projekt bez ram finansowych nie ma sensu. U mnie budżet jest jednym z pierwszych punktów rozmowy i pozostaje punktem odniesienia przez cały proces.
Budżet nie jest jednak zamknięty raz na zawsze. W trakcie projektowania można go zmniejszyć lub świadomie zwiększyć w wybranych obszarach. Różnica polega na tym, że są to decyzje podjęte z pełną świadomością, a nie kosztowne niespodzianki.

Warto też rozdzielić dwie rzeczy. Nie wyceniam robocizny ekip ani materiałów technicznych, których nie widać – tu rozpiętości cenowe są ogromne i zależne od regionu oraz wykonawców. Natomiast to, co projektuję i co finalnie widzisz: podłogi, płytki, oświetlenie, meble, kolory – może być świadomie dopasowane do założonego budżetu.
Jest jeszcze druga strona. Kiedy urządzasz wnętrze bez planu, kupując kolejne rzeczy „po drodze”, bardzo łatwo przekroczyć budżet. Zmiany decyzji, poprawki, niedopasowane elementy – to najczęściej kosztuje więcej niż sam projekt. A efekt to chaos, zmęczenie i poczucie, że coś poszło nie tak.
Projekt w budżecie nie polega na cięciu wszystkiego. Polega na priorytetach. Na wyborze tego, co naprawdę ma znaczenie – a co można uprościć, przesunąć w czasie albo pominąć.

Doświadczenie inwestorskie nauczyło mnie też jednej rzeczy: najwięcej spokoju daje nie to, co najdroższe, ale to, co najbardziej przemyślane.
Projektowanie w budżecie bardzo często oznacza:
– prostsze formy zamiast skomplikowanych konstrukcji,
– trwałe materiały zamiast efektownych zamienników,
– dobry układ zamiast drogich dekoracji,
– światło i proporcje zamiast nadmiaru dodatków.
To właśnie takie decyzje sprawiają, że wnętrze nie męczy po czasie, dobrze wygląda przez lata i nie wymaga ciągłych zmian. Dlatego mogę powiedzieć wprost: projekt nie jest po to, żeby zwiększać koszty – tylko po to, żeby nad nimi zapanować.
Dobre wnętrze to nie to, które kosztuje najwięcej. Dobre wnętrze to to, które jest spójne z Twoim życiem, codziennością i możliwościami.
Jeśli czujesz, że chcesz zmiany, ale obawiasz się kosztów – bardzo często okazuje się, że wcale nie musi być drogo. Wnętrze może być dobre dla Ciebie i dobre dla Twojego portfela. 🤍

